+48 604 885 311 / +48 618 116 202 wilkakora.jelonek@wp.pl

FITOTERAPIA

FITOTERAPIA – ziołolecznictwo

…jest nauką starą jak świat – tak zwykł mówić salezjanin ojciec Edmund Szeliga, który spędził niemal 70 lat w naturalnym otoczeniu Amazonii, wśród Indian – i jest częścią medycyny.

“W rzeczywistości medycyna akademicka, tzw. konwencjonalna, wywodzi się właśnie z ziołolecznictwa, znanego naszym przodkom. Nie podcina się gałęzi, na której się siedzi…”

śp. o. Edmund Szeliga

Naturalne metody leczenia, posługujące się działaniem ziół i otrzymywanych z nich substancji, wykorzystywali już starożytni Egipcjanie. Zachowały się nawet autentyczne receptury – zawiera je między innymi odnaleziony w XIX wieku papirus Ebersa, na ktorym spisano przeszło 800 receptur zapobiegających licznym chorobom lub przeciwdziałającym ich objawom. Starożytny “ojciec medycyny”, Hipokrates, działający na przełomie V/IV w. p.n.e. w dziele “Corpus Hippocrateum” opisał działanie ponad 300 substancji pochodzenia naturalnego – z roślin i minerałów – wykazujących działanie lecznicze. To jemu także tradycja przypisuje słynną maksymę, stanowiącą podstawę etyki lekarskiej:

“Primum non nocere  ! – przede wszystkim nie szkodzić !”

Hipokrates

w8„Rośliny lecznicze to prawdziwy skarb natury dany nam przez Boga, to wielka nadzieja dla chorych”. – jak mówił o bogactwie amazońskich lasów o. Szeliga. – „To największa Apteka Świata! – Tam znajduje się od 80 do 100 tysięcy różnych ziół i roślin”. Przez siedemdziesiąt lat swojej tytanicznej pracy przebadał ze współpracownikami około sześć tysięcy gatunków. Reszta pozostaje do opisania jego następcom.

Dżungla amazońska obejmuje ponad połowę zasobów lasów deszczowych na świecie. To także najbardziej zróżnicowany gatunkowo obszar na całym globie, gdzie pełno jest wciąż nieodkrytej roślinności. W głębi lasu rośnie Królowa Roślin: Una-De-Gato – WILKAKORA lub VILCACORA. W lokalnym języku Uña de Gato znaczy: koci pazur. Jej nazwą systemową jest Uncaria Tomentosa – co ciekawe, wilkakora należy do tej samej rodziny, co słynne drzewo chinowe, z którego od niemal czterech wieków pozyskiwany jest niezwykle cenny lek przeciw malarii – chinina.

Wilkakora w kulturze indiańskiej była otoczona religijną czcią. Początkowo możliwość jej spożywania wiązała się z cenzusem elitarnym, czyli była dostępna jedynie określonym sferom. Z czasem jednak dociera do wszystkich grup społecznych – przypadkiem odkryte zostaje jej wpływ na zwalczanie nowotworów. Sami Indianie nie znają tej strasznej choroby, dziesiątkującej rozwijające się społeczeństwa.

Wilkakora wykazuje niezwykle korzystne oddziaływanie na układ immunologiczny. Ma działanie przeciwzapalne, dzięki czemu może zapobiegać większości schorzeń oraz łagodzić ich przebieg, wspomagając leczenie. Mimo że została odkryta i rozsławiona dzięki badaniom Polaka, o. Szeligi, i zyskała rozgłos na świecie, w Polsce dość długo nie była znana. Wciąż jej stosowanie w leczeniu budzi wiele kontrowersji i opór wielu środowisk. Wynika to między innymi z tego, że polscy lekarze w toku studiów nie otrzymują gruntownego wykształcenia w zakresie fitoterapii, traktując tę dziedzinę jako poślednią wobec medycyny konwencjonalnej. Tymczasem naukowe badania potwierdzają wysoką skuteczność stosowania ziołolecznictwa, zwłaszcza fitoterapii andyjskiej. Niestety konwencjonalna medycyna jest obwarowana licznymi procedurami, które trudno jest obejść. Wiąże się to również z licznymi absurdami – niemożliwe jest podanie choremu w szpitalu ziół, a równocześnie żywienie szpitalne woła o pomstę do nieba, zamiast wspomagać proces leczenia. Jest pewnym paradoksem obecność w szpitalach automatów ze słodyczami lub kawą, a brak chociażby polskich wód zdrojowych, których lecznicze działanie jest powszechnie znane.

Orędownicy

w9W polskim lecznictwie praktycznie nie ma miejsca dla fitoterapii. Są mimo to silne osobowości, które doceniły jej efekty, i działają na rzecz upowszechnienia metod ziołolecznictwa w Polsce. Wśród nich zasłużoną osobą jest między innymi warszawski biolog, prof. dr hab. Mieczysław Kuraś, przewodniczący zespołowi badającemu Wilkakorę.
Pierwszym polskim badaczem protestującym przeciwko bezzasadnej nagonce na Wilkakorę był prof. dr hab. Jerzy Lutomski z Instytutu Roślin w Poznaniu. Wytknął onkologom powiązania z koncernami farmaceutycznymi oraz przeciwstawił się rynkowi farmaceutycznemu, mówiąc głośno o potwierdzonych i znanych już w świecie właściwościach tej niezwykłej rośliny. Za jego działania należą mu się ogromne podziękowanie i wszelkie uznanie – niestrudzenie przekonywał sceptyków i walczył o prawdę.
Profesor Lutomski jest współautorem albumu poświęconego fitoterapii pt.: „Ziołolecznictwo amazońskie i andyjskie” (patrz: Biblioteka).
Wspomniany profesor Kuraś w kwestii ziołolecznictwa oraz zastosowań Wilkakory jest niekwestionowanym autorytetem. Jego badania poświęcone Wilkakorze oraz zaprezentowane w lutym 2004 r. wyniki musiały być szokiem dla środowiska medycznego i farmaceutycznego, gdy z pewnością oświadczył:

Czarno na białym – mamy niepodważalne dowody. WILKAKORA LECZY RAKA!

(cały tekst – wywiad, opublikowany w czasopiśmie „Vilcacora – żyj długo” w lutym 2004 r.)
Profesor Mieczysław Kuraś wyjaśnia, że do podjęcia badań na właściwościami Wilkakory skłoniły go między innymi medialne komentarze towarzyszące sporom na ten temat. Aby rozstrzygnąć spór na temat działania leczniczego tej rośliny, zgodził się przeprowadzić stosowne badania. Wyniki, które wkrótce ujrzały światło dzienne, zaskoczyły nawet samych badaczy – były pozytywne! Co więcej, polscy naukowcy zweryfikowali swoje wyniki z badaniami szwedzkiego Uniwersytetuw Lund, gdzie od lat doktor Yezhou Sheng zajmuje się badaniem właściwości Wilkakory.

Najpełniej doniosłość tych badań oddadzą słowa samego profesora Kurasia:

“- W Warszawie nie miałem szczęścia zetknąć się ani z ojcem Szeligą, ani z vilcacorą. Za to na Uniwersytecie miałem szczęście dostać się pod opiekę dwu wspaniałych o niezwykłym autorytecie sławnych ludzi: prof. Józefa Szlety i prof. Henryka Teleżyńskiego. To właśnie prof. Szleta ze swoim zespołem rozpoczął fascynujące prace nad ekstraktami roślin, co do których było podejrzenie, że mogą działać przeciwrakowo. Ta wielka pasja poszukiwania “leku na raka” objęła również i mnie. Realizowałem ją w nieco innym aspekcie pod kierunkiem prof. Teleżyńskiego. Tu zamiast całych ekstraktów, prowadzono badania precyzyjnego działania specyficznych związków na określone szlaki metaboliczne (synteza DNA, RNA i białka), szukając na tej drodze skutecznie działających cytostatyków z możliwością ich przeciwrakowego zastosowania. Nie mieliśmy szczęścia, aby taki lek znaleźć. Ale to była wspaniała szkoła eksperymentowania z wieloma cytostatykami przy zastosowaniu różnorodnych i – na miarę tamtych czasów – nowoczesnych metod, łącznie z kulturami in vitro i mikroskopią elektronową. Po wielu latach okazały się one przydatne również do badania apoptycznych skutków działania ekstraktów Vilcacory.
– Była to w pewnym sensie potrzeba chwili, a zdarzenie to dosyć dobrze pamiętam, tym bardziej że to już “nowe dzieje”. Odwiedziły mnie w zakładzie dwie studentki trzeciego roku, które w ramach pracy magisterskiej, chciały się podjąć badania antyrakowych właściwości… vilcacory. Obie bowiem miały podobne doświadczenie z tą rośliną. W domu pierwszej – babcia wyleczyła się z bardzo zaawansowanej choroby nowotworowej, a w domu drugiej – ciocia. W obu były to sytuacje całkowicie beznadziejne, a opinie lekarzy jednoznaczne, że medycyna wyczerpała wszystkie swoje możliwości. Wybawienie przyszło ze strony Vilcacory. O innych, podobnych przypadkach dowiedziałem się w różnych kręgach znajomych.
Vilcacory nie znałem nawet od strony botanicznej, a wobec tego i te zasłyszane wiadomości szybko zostałyby zapomniane, gdyby nie niezwykle natarczywe i niewybredne telewizyjne i radiowe komentarze na temat tej rośliny. Ta kontrowersja opinii wydała mi się na tyle dziwną, że nie dawała mi spokoju. Powstał dylemat, kto tu ma rację ? Doszedłem do wniosku, że wobec tak bulwersujących różnic opinii nie można pozostać obojętnym. Wyraziłem zgodę na podjęcie badań nad Vilcacorą. Wyniki badań, które podjęliśmy wstępnie, przeszły nasze najśmielsze oczekiwania!
Rezultaty, jakie osiągnęliśmy, były bardzo sugestywne i wyraźne – widoczne dosłownie jak na dłoni. Już w oparciu o wstępne badania wykazaliśmy i potwierdziliśmy to, czego ewentualnie – przy dużej dozie szczęścia – można było się spodziewać, że ekstrakty vilcacory, przy odpowiednim ich stężeniu, wyraźnie i zdecydowanie hamują aktywność mitotyczną. – Wykazaliśmy, że ekstrakt vilcacory, w zależności od stężenia i czasu działania, hamuje aktywność mitotyczną komórek merystematycznych. Stwierdziliśmy przy tym, że im stężenie jest wyższe, tym zahamowanie podziałów komórkowych jest efektywniejsze. Ale z drugiej strony, jeżeli stężenie ekstraktu jest zbyt małe, to prowadzi do procesu odwrotnego – stymulacji, czyli wzmożenia podziałów komórkowych. Obie reakcje, aczkolwiek przeciwstawne są niezwykle istotne. Nasze badania dowiodły, iż ekstrakt vilcacory w odpowiednim stężeniu proces ten nawet całkowicie hamuje.
W przypadku działania vilcacory niezwykle ważne jest i to, iż zahamowanie podziałów komórkowych jest łagodne i nie doprowadza do dezorganizacji, w tym aberracji chromosomów zawierających materiał genetyczny. Jest to bardzo istotne, jeśli zważy się fakt, iż w wyniku aberracji chromosomowych powstających po działaniu niektórych cytostatyków dochodzi do mutacji, które stanowić mogą początek tworzenia się nowotworów wtórnych, a te najczęściej stanowią większe zagrożenie dla chorego niż nowotwór pierwotny. Z naszych obserwacji wynika, iż po podaniu ekstraktu vilcacory prawdopodobieństwo wznowienia procesu nowotworowego znacznie spada. Osobiście jestem głęboko o tym przekonany. Zebraliśmy już wystarczająco wiele dowodów na to, że “vilcacora leczy raka”, a w przyszłości – dzięki coraz lepszej konsolidacji biologicznych i medycznych ośrodków badawczych – prawdopodobnie zbierzemy ich jeszcze więcej. Liderem w tej grupie uczonych jest bezsprzecznie prof. dr. Yezhou Sheng z Uniwersytetu w Lund (Szwecja)”.
Bardzo często chorzy konsultują się u lekarzy w sprawie stosowania ziołolecznictwa w trakcie chemioterapii lub radioterapii. Często jednak otrzymują odpowiedzi wykluczające się, a zazwyczaj – zaprzecające skuteczności stosowania tych ziół. Jest to efektem braku wiedzy w tej dziedzinie. Pracownik Instytutu Roślin z Poznania zaapelował do pacjentów:
“Szanowni Państwo! Proszę nie pytać lekarzy o zioła, to nie jest dziedzina dla nich – ziołami zajmują sie biolodzy, szczególnie molekularni, którzy pracują w Instytutach Roślin. Jeśli chodzi o lekarzy, to na sześcioletnich studiach medycznych jest kilkanaście godzin o ziołach i roślinach, są to jednak godziny nieobowiązkowe, więc studenci w większości nie uczestniczą…O peruwiańskich ziołach nie ma tam nawet jednego słowa!”
Pan profesor Jerzy Lutomski, jeden z autorów poczytnej, pięknie wydanej publikacji poświęconej fitoterapii: “Ziołolecznictwo Amazońskie i Andyjskie” (wydawca:Tower Press), stanowiącej kopalnię wiedzy na temat ziół i roślin pochodzących z Peru i dorzecza Amazonki w ogóle, z odwagą mówił o leczniczych właściwościach Wilkakory, wbrew lobby farmaceutycznemu i ignorancji wielu polskich lekarzy.

Materiały Polskiej Agencji Prasowej o profesorze Kurasiu i jego pracy (skrót):

Czy nastąpi przełom w walce z rakiem?

Między medycyną klasyczną i niekonwencjonalną jest szeroki pas „ziemi niczyjej”. Właśnie tam biolodzy, we współpracy z farmakologami, szukają naturalnych substancji przeciwrakowych i próbują odkryć mechanizmy ich działania.
W Polsce medycyna naturalna wciąż jeszcze jest na marginesie nauk medycznych. Zdaniem prof. Kurasia, mamy duże braki i zaległości w stosunku do krajów wysoko uprzemysłowionych, gdzie medycyna naturalna zyskała sobie pełną akceptację i jest w pełni skorelowana z klasyczną gałęzią tej nauki.

Ukłon w stronę natury

Leki chemiczne nie działają specyficznie na komórki nowotworowe. Doprowadzają do wyniszczenia wszystkich, szczególnie odpornościowych komórek organizmu. Natomiast najnowsze nadzieje, leki nowej generacji, są trudno dostępne ze względu na koszty leczenia. Metody genetyczne czy fotodynamiczne ciągle pozostają w fazie dopracowywania, klinicznych badań i planów. Stąd coraz wyraźniejsza tendencja (także w środowiskach akademickich) powrotu do medycyny naturalnej (niekonwencjonalnej), tak popularnej w USA, w Kanadzie czy w krajach Europy Zachodniej.

Vilcacora pod mikroskopem

W Polsce nad właściwościami Wilkakory pochylają się naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego. Na czele zespołu stoi profesor Mieczysław Kuraś. Prace Zakładu Morfogenezy Roślin przy UW służą ustaleniu sposobów działania oraz ocenie rzeczywistej skuteczności vilcacory. Potwierdzenie i pozytywną weryfikacje uzyskały również badania profesora Gulewicza z Instytutu Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu, co pozwoliło zarysować potencjalne warianty składu chemicznego preparatów z zastosowaniem wilkakory.

Jak ocenia prof. Kuraś, wyniki laboratoryjne rysują optymistyczne perspektywy wykorzystania preparatów vilcacory (samej lub w połączeniu z innymi naturalnymi produktami) do badań klinicznych, a w konsekwencji, zastosowania w terapii przeciwrakowej. Do tego jednak, aby vilcacora trafiła na listę dostępnych w Polsce leków, potrzeba zintensyfikowania badań oraz większej integracji i wzajemnego zrozumienia środowisk naukowych i lekarskich.

Prof. dr hab. Mieczysław Kuraś przyczynił się do pogłębienia wiedzy o naturalnych, cytostatycznych i cytotoksycznych substancjach przeciwnowotworowych. Prowadził badania dotyczące struktury i fizjologii komórki, a szczególnie regulacji podziałów i wzrostu komórek pozostających w bezpośrednim związku z indukcją nowotworów. Zidentyfikował szereg preparatów o bardzo skutecznym działaniu antymitotycznym, które aktualnie testowane są już na nowotworowych liniach komórkowych oraz indukowanych bądź pasażowanych formach nowotworów.

Wyniki tych badań, a przede wszystkim ich użyteczność, obok wybitnych osiągnięć z zakresu strukturalnej determinacji rozwoju roślin oraz wieloletnich sukcesów dydaktycznych, zaowocowały przyznaniem profesorowi Kurasiowi 16 listopada 2005 roku Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Olszewska.